Ile żyć, tyle śmierci

Małgorzata Kalicińska

Lilka

Zysk i S-ka, 2012, stron 544

Oto moje pierwsze spotkanie z twórczością popularnej autorki, Małgorzaty Kalicińskiej. Ta historia zaczyna się od opowieści o codziennym, nudnym życiu zwyczajnych ludzi, a potem okazuje się, że to nudne życie to tylko przygrywka do historii, która potrafi wstrząsnąć i wzruszyć do łez. Taka jest właśnie Lilka.

Zaczęłam czytać Lilkę kilka miesięcy temu. Zdawało mi się początkowo, że czytam taką sobie historię o niczym. Marianna Roszkowska vel Baranek wydawała mi się zupełnie przeciętną kobietą 50 +. Matka, żona i babcia. Wszystko tak poukładane, że aż nudne, dopóki nie spadnie na nią, jak grom z jasnego nieba, decyzja męża o rozwodzie. Mania zaczyna się miotać, nie bardzo wie jak zareagować, czuje się opuszczona, oszukana i zawiedziona.

Czytam więc sobie tę powieść po kilka stron, kiedy mam chwilę czasu, nosząc ją przy sobie jako e-book. Irytuje mnie ta cała Mania, ale powoli się wciągam. Podoba mi się coraz bardziej wielowarstwowość tej historii. Lubię takie rozwlekłe opowieści, gdzie mogę poznać dokładnie wszystkich bohaterów, przyzwyczaić się do nich na tyle, że przeżywam bardzo osobiście to co im się przydarza.

Po przeczytaniu, mniej więcej, jednej trzeciej zaczynam się zastanawiać, skąd tytuł powieści Lilka? Do tej pory pojawiła się przecież tylko jakaś wzmianka o Lilce, a główną bohaterką jest bezsprzecznie ciągle Mania Baranek, która cały czas się miota, szuka winnych sytuacji, w której się znalazła i… marzy o seksie. Nawiasem mówiąc wątek romansowy, to najsłabszy element powieści. Niestety mało kto potrafi pisać o seksie, opisy erotycznych podbojów Mani są żałosne.

Wiadomość o chorobie Lilki to jakby przełomowy moment tej opowieści. Zmieniają się relacje przyrodnich sióstr, zmienia się myślenie Mani, wreszcie staje się jakby bardziej „normalna” i bardziej mi bliska. Teraz czytam i czytam, nie mogę się wprost oderwać od lektury. Zaczyna się przejmująca opowieść o tym, co w życiu naprawdę ważne, o jego przemijaniu i nieuchronności śmierci.

Chcę pokazać jej moją wiarę i wspierać ją, ale patrzę na te jej kości policzkowe wydatne jak nigdy dotąd, obciągnięte cienką skórą, wielkie oczy jak nigdy dotąd i zapadnięte, wklęsłe policzki i wiary we mnie – za grosz. Na chorobliwą cerę, piegi, plamy i żyłki na twarzy, matowe już włosy, których ma mniej i które ukryła pod sporą i puchatą czapką. Pomyślałam sobie, że ona niknie jak śnieżynka lodowa.

Historia Marianny i Lilki to niezwykle wzruszająca opowieść o bezsilności, pełna drastycznie szczegółowych opisów postępującej choroby, której finałem, jeżeli nie stanie się cud, będzie śmierć. Ta historia boli i nie pociesza fakt, że przecież każde życie i tak kiedyś kończy się śmiercią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *