Niepolityczny kawałek naszej historii

Maja i Jan Łozińscy

W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne

PWN, 2011, stron 288

Ta książka to coś dla tych, którzy nie lubią być bombardowani masą nazwisk i dat, meandrami polityki i tym podobnymi historycznymi szczegółami. To kronika życia codziennego II Rzeczpospolitej, napisana w sposób lekkostrawny, ze sporą ilością wcześniej nie publikowanych zdjęć. Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to do tych zdjęć właśnie. Chętnie widziałabym ich ze dwa razy tyle. Książka podzielona jest na tematyczne działy, pełna ciekawostek, ploteczek i cytatów najsłynniejszych postaci z epoki. Ile się wtedy działo! Niby tylko dwadzieścia lat między wojnami, a jednak to cała, jedyna w swoim rodzaju epoka.

Na początku autorzy fundują czytelnikowi ekspresową podróż przez calą Polskę, od kresów na wschodzie po budujacą sie z niczego, nowoczesną Gdynię. Różnice w rozwoju były porażające, na jednych zdjęciach można zobaczyć chłopów robiących łapcie z łyka, a na innych pierwsze samoloty polskiej produkcji, bo „Polska krajem lotniczym” jest.

Na wsiach, we dworach i pałacach tradycja zderzała sie boleśnie z nowoczesnością. Pewnie zgodnie z zasadą, że nowsze jest wrogiem starego, w zahajeckim pałacu serwowano gościom opisane przez Andrzeja Kuśniewicza tradycyjne smakołyki:

… jajka, do których po ugotowaniu na tyle, żeby białko się ścięło, wbijano słomkę i przez nią kucharz zahajecki, wysysał żółtko, a na jego miejsce do białka, zachowującego formę półmiękką, wtryskiwał prosto z ust krem czekoladowy. Całość wytaczano w miałkim cukrze z wanilią.

Do popularnych form życia towarzyskiego zamożnego ziemiaństwa należały wakacyjne włóczęgi po znajomych i nieznajomych dworach. Podróżowanie po całym kraju to też jedna z nowych rozrywek tamtego okresu. Pociągiem, samochodem, a nawet samolotem. Dróg co prawda nie było, ale miłośników motoryzacji nic nie było w stanie zniechęcić.

Automobilista polski jeździ bowiem przeważnie po wybojach, po straszliwych kocich łbach, a nierzadko przez piasek lub po grubym pokładzie błota czy śniegu.

Przez lata zaborów powtarzano, że „tanczyć i spiewać będziemy po odzyskaniu wolności” i własnie ta chwila nadeszła. Życie towarzyskie kwitnie. Zabawy, bankiety, rauty i bale. Rozwijają sie kurorty, jeździ się w góry i do wód, żeby balować, czesto poważnie nadużywając alkoholu, lub w oparach tytoniowego dymu grać do rana w brydża.

W latach 70-tych filmy o tej epoce kręcił Jan Rzeszewski. Ci, którzy je oglądali wiedzą, że w jednej z ról głównych zawsze występowały schody. Czytając W przedwojennej Polsce, oczami wyobraźni widziałam znów te schody i strusie pióra. Niektóre fotografie z Narodowego Archiwum Cyfrowego to prawdziwe rarytasy; ksieżna Sapieżyna z hrabią Tyszkiewiczem skromnie siedzący na schodach w hotelu Europejskim, na innych schodach tego samego hotelu królowa balu Nina Andrycz, Loda Halama też na schodach Europejskiego. Schody! Schody! Schody!

Ach! Co to były za czasy…

Przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa PWN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *