Ile fikcji jest w tej fikcji?

Leif GW Persson

Między tęsknotą lata a chłodem zimy

Czarna Owca, 2010, stron 645

Leif GW (Gustav Willy) Persson to nie pisarz, który ma wybujałą fantazje i wymyśla to co jeszcze niewymyślone. W ogóle pisarzem został najprawdopodobniej dlatego, że wyrzucono go z etatu doradcy szefa policji za grzebanie w sprawach dość niewygodnych, które niektórzy woleliby zamieść pod dywan. Zaczął je więc opisywać w swoich powieściach. Wszystkie jego powieści są, mniej lub więcej, oparte na faktach.

Wańka-wstańka Leif GW Persson z doradcy szefa policji stał się wykładowcą na sztokholmskim uniwersytecie, zrobił doktorat z kryminologii, a potem nawet i profesurę. Tym samym jego krytyczny głos dotyczący pracy policji stał się jeszcze bardziej słyszalny. Donkiszoteria Leifa GW Perssona jest godna podziwu. Z uporem maniaka krytykuje pracę policji, jej indolencję i brak efektywności. Z uporem maniaka grzebie też w sprawach beznadziejnych (prowadzi telewizyjny program, próbujący wyjaśniać przy pomocy telewidzów sprawy do dziś nierozwiązane). Dalej  współpracuje z policją, oprócz powieści pisze regularnie felietony dla popołudniówki Expressen, wypowiada się w wielu sprawach jako niekwestionowany ekspert i w każdej sprawie ma własne zdanie, które potrafi w razie potrzeby wyrazić nie przebierając w słowach. Nie boi się krytyki, ani mówić tego co myśli, choćby cala reszta miała inne zdanie. Próbuje rozwiązywać sprawy dawno odłożone ad acta, bo według niego nie istnieje nic takiego jak przestępstwo doskonałe, są tylko źle prowadzone śledztwa. Do takich zalicza miedzy innymi śledztwo w sprawie zamachu na Olofa Palme.

Między tęsknotą lata a chłodem zimy, pierwszym z trzech tomów nazwanych w Polsce trylogią policyjną, pisze o zamachu i o okresie bezpośrednio go poprzedzającym. Jest to jego wizja, jak mogło do tego dojść. Powieść powstała w roku 2002, czyli w czasie kiedy śledztwo jeszcze trwało (a raczej pełzało), zanim całkiem zdechło. Nie znajdziemy w książce żadnej notki typu, że osoby i zdarzenia opisane w powieści nie mają związku z rzeczywistością, chociaż potraktowano tę powieść jako fikcję kiedy się ukazała. Nikt nie brał jej na poważnie, jako ewentualnego, godnego wzięcia pod uwagę wątku. Śledztwo w sprawie zamachu toczyło się swoim torem, który wielu uważało za jedyny prawdopodobny i słuszny. Tak się złożyło, że przeczytałam tę powieść dopiero teraz, a kiedy ją kończyłam minęła akurat kolejna, 25 rocznica śmierci Olofa Palmego. Śledztwo utknęło w martwym punkcie już dość dawno i choć nic się w tej sprawie nie dzieje, ciągle kosztuje rocznie kilka milionów koron. Leif GW Persson, z okazji rocznicy zabrał glos w tej sprawie. Tych, co czytali jego powieści niczym nie zaskoczył, bo mówił dokładnie to, co zawarł w powieści i uważa to ciągle za bardzo prawdopodobny przebieg zdarzeń. Powieść napisana jest w sposób kronikarski, pełna zjadliwego humoru i gorzkiej prawdy o tym, jak funkcjonuje szwedzka policja. Autor kpi sobie właściwie ze wszystkiego, a jego obraz upadku „państwa dobrobytu” jest w sumie bardziej straszny niż śmieszny. „Prawdziwi” policjanci otoczeni są kupą nieudaczników i przestępców w mundurach. Nazwiska, które wymyślił dla swoich bohaterów są często dość dwuznaczne, np. para policjantów, która przybywa na miejsce domniemanego samobójstwa amerykańskiego dziennikarza, to w wolnym tłumaczeniu: Waleczny i Nieustraszony.

Powieść ta złożona jest z wielu wątków, zarówno politycznych jak i kryminalnych, a postacie fikcyjne mieszają się z rzeczywistymi. Premier występujący w powieści, choć nigdy nie wymieniony z nazwiska, to Olof Palme.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fatalne wprost tłumaczenie tej powieści. Całe szczęście, że Leif GW Persson nie jest w stanie porównać tego co sam napisał z tym co oddano do rąk polskim czytelnikom. Znając jego cięty język, można się spodziewać, ze wydawcy nieźle by się oberwało. Już na początku znalazłam takie kwiatki, że musiałam pożyczyć oryginalny egzemplarz i czytać jednym okiem po polsku, a drugim po szwedzku. Np. tchórz tłumaczy się jako grubas, choć w poprzednim zdaniu było, że ten właśnie grubas jest szczupły. Trzech policjantów tłumaczy się jako dwóch, choć czytając dalej mówi się o trzech itd… itp… Można mieć tylko nadzieję, że ukaże się wydanie poprawione, jak to było w przypadku powieści Larssona. Wolałabym jednak, żeby wydawnictwo trochę poważniej traktowało autorów i czytelników. Chyba, że Czarna owca to wydawnictwo, dla którego liczy się tylko kasa, a ambicje literackie to rzecz kompletnie bez znaczenia? Duży plus za szatę graficzną! Świetna, klimatyczna okładka, na której widać najsłynniejsze szwedzkie schody, którymi zamachowiec bez przeszkód uciekł z miejsca zbrodni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *