Hipnotyczny Hipnotyzer

Lars Kepler

Hipnotyzer

Wydawnictwo Czarne, Seria Ze Strachem, 2010, stron 628

Trochę to dziwne, ale nie bardzo wiem co i jak napisać o tej książce, żeby nie zdradzić za dużo szczegółów i tym sposobem nie zepsuć lektury potencjalnym czytelnikom. Kończyłam ją czytać w pociągu relacji Malmö – Kalmar. Na przeciwko mnie siedziała dziewczyna i czytała to samo, ale była we wczesnej fazie lektury. Żeby ukryć paskudną okładkę mojego egzemplarza, trzymałam na kolanach torebkę i opierałam o nią książkę. Pociąg był spóźniony, a ja dość rozkojarzona, bo w kółko trzeba było słuchać komunikatów o zmieniającym się czasie opóźnienia, ewentualnych przesiadkach i innych nieszczęściach z tym związanych. Starałam się łączyć rzeczywistość z keplerowską fikcją.

Moja córka mawia, że są pisarze, którzy mają historię, ale nie umieją pisać, że są pisarze, którzy pisać umieją, ale nie mają historii i są tacy, co mają historię i świetnie piszą. Niestety nie mogę zaliczyć duetu Kepler do tej ostatniej kategorii. Ich styl zaakceptowałam dopiero w okolicach dwusetnej strony. Wcześniej nie mogłam się pozbyć uczucia, że czytam jakieś streszczenie albo scenariusz. Jak się w końcu przyzwyczaiłam do stylu, było znacznie lepiej.

Jedno jest pewne: duet Lars Kepler ma historię. Przeczytałam setki kryminałów różnej maści, ale czegoś takiego, ani podobnego, jeszcze nie. W tym przypadku na pewno nie sprawdza się powiedzenie, że wszystko już było. Powieść zaczyna się intrygująco, a jeszcze bardziej intrygująca robi się w momencie, kiedy do śledztwa włącza się tytułowy hipnotyzer. Hipnotyzer to też pierwsza powieść jaką kiedykolwiek czytałam, gdzie dzieci niekoniecznie muszą być tylko ofiarami przemocy.

Niby wszyscy wiedzą czym jest hipnoza, jednak jak to wygląda w praktyce wie pewnie mało kto. To nadaje całej powieści, z dwoma głównymi bohaterami, dość nietypowy charakter. Z jednej strony mamy klasycznego komisarza Joona Linnę, a z drugiej, niepraktykującego już zawodowo hipnotyzera, Erika Marie Barka. Kiedy jedna historia zaczyna się coraz bardziej gmatwać, że nie wiadomo już, czy to ciąg dalszy tej samej historii, czy już może zupełnie inna. Dochodzi do tego jeszcze epizod z przeszłości hipnotyzera, który może się w okazać czymś więcej i nieźle namieszać. Ta książka to też swoista łamigłówka. Co kilkadziesiąt stron robiłam sobie małą przerwę w czytaniu, żeby pozbierać wszystko „do kupy” i zorientować się w jakim kierunku może rozwinąć się akcja.

Zgrzytem w całości były błędy w tłumaczeniu (czy ja popadam już w jakaś obsesję?). Dość swobodne, a dla mnie irytujące, jest tłumaczenie niektórych słów oryginału. Autorzy ani razu nie użyli w powieści słowa „sikać”, co jednak wielokrotnie zrobił tłumacz. Poza tym są w tekście błędy gramatyczne, czyli użycie biernika zamiast dopełniacza w zdaniach negujących.

Hipnotyzer to ponad sześćset stron, godnej polecenia, trzymającej w napięciu lektury. Szczególnie dla miłośników gatunku będzie to na pewno niezły smakołyk. Przede mną druga cegła duetu Kepler: Kontrakt Paganiniego. Mniam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *