Kobieta w klatce, czyli dwóch facetów bez osobowości

Kobieta w klatce

Nordisk Film, 2014

Na punkcie książek o Departamencie Q mam bzika. Jussi Adler-Olsen i jego seria o Carlu Mörcku jest doskonała. Świetne zagadki kryminalne i jeszcze lepsza ekipa, która je rozwiązuje. I oto wreszcie doczekałam się ekranizacji pierwszej z nich, Kobieta w klatce. Kiedy przeczytałam, że Fares Fares będzie filmowym Assadem, byłam pewna, że w filmie oprócz interesującej intrygi kryminalnej znajdzie się sporo miejsca dla specjalnej jednostki do spraw zupełnie beznadziejnych, czyli Departamentu Q i jego pracowników. Fares Fares to wyjątkowo uzdolniony aktor komediodramatyczny, po prostu stworzony do roli Assada. Oczekiwałam więc czegoś więcej niż tylko mrocznego thrillera, który wciśnie mnie w fotel.

Pierwszą sprawą, którą zajmuje się Departament Q jest tajemnicze zniknięcie przed pięciu laty znanej polityk, Merete Lynggaard. Niestety film skupił się tylko i wyłącznie na tym wątku powieści, który z resztą też okrojono do granic przyzwoitości. Widz, który nie czytał książki będzie na przykład zachodził w głowę, skąd w zrujnowanym gospodarstwie rolnym wzięła się specjalistyczna komora ciśnieniowa.

Trudno uwierzyć, że autorem scenariusza jest Nikolaj Arcel, nominowany do nagrody BAFTA scenarzysta Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Z Wydziału Q została tylko nazwa na filmowym afiszu i dwóch facetów bez osobowości. Wielka szkoda!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *