Kłamczucha niedoskonała

Cala historia wydarzyła się we wtorek, wieczorową porą, choć akurat pora dnia nie ma tu nic do rzeczy. Nie miałam właściwie zamiaru o niej pisać, ale ponieważ ciągle mi chodzi po głowie, to jednak napisze tu kilka słów, żeby choć trochę odreagować.

Do biblioteki weszła młoda, sympatycznie wyglądająca dziewczyna (tu miałabym wielką ochotę podać jej dokładne dane osobowe i rysopis) i zapytała o książki Mari Jungstedt. Sprawdziłam na półce, ale nie było żadnej papierowej, ale była jedna na płycie CD. Dziewczyna jej nie chciała, ale nie umiała też powiedzieć, której konkretnie powieści szuka. W katalogu bibliotecznym znalazłam 36 pozycji Mari Jungstedt. Zanim udało mi się uzyskać odpowiedź, o jaki konkretnie tytuł chodzi straciła zainteresowanie Mari Jungstedt i powiedziała, że pożyczy sobie od swojej babci. Z półki wzięła kryminał Cusslera. Kiedy spytałam ją o kartę biblioteczną, powiedziała, że nigdy jeszcze nic u nas nie wypożyczała. Nie miałam powodu jej nie wierzyć, wiec założyłam ją zarejestrowałam. Kiedy próbowałam uaktywnić jej konto okazało się, że dziewczę oczywiście jest już w rejestrze. Przy jej nazwisku świecił się czerwonym światłem znak stopu. Sprawdziłam o co chodzi w historii konta i okazało się, że trzy lata temu pożyczyła jedną książkę i mimo kilku ponagleń nie oddała. Zaczęła się tłumaczyć, że to było jakieś dziesięć lat temu i że książkę oddała, a dług za przetrzymanie uregulowała. Kiedy jej wyjaśniłam, że konto istnieje dopiero sześć lat i że chodzi o książkę pożyczoną trzy lata temu (którą oddała z reszta pół roku później) za którą dług wisi nieuregulowany do dziś, zaczęła z innej beczki. Nie wie co to za książka, nic nie pożyczała, nie dostała upomnienia, nie będzie nic płacić, bo nawet nie wie za co. Wtedy się lekko zirytowałam. Nie miałam ochoty pożyczyć jej tego Cusslera, ale walnąć ją nim w łeb. Gdyby nie wtrącił się mój kolega i nie wypożyczył jej Cusslera „dla świętego spokoju” (jak to sam określił), to na pewno by wyszła z biblioteki bez niczego. Jestem prawie pewna, ze dostaniemy Cusslera z powrotem za kilka lat, o ile w ogóle go odzyskamy.

Sprawę postanowiliśmy przekazać dalej bibliotecznemu psu gończemu w postaci groźnej już z samego wyglądu bibliotekarki, która zajmuje się tropieniem książek zaginionych bez wieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *