Witaj na świecie maleńka i nie zapominaj, że faceci to świnie

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Upalne lato Marianny

Wydawnictwo MG, 2012, stron 256

Lato 1939, ostatnie upalne lato przed wojną. Wszyscy o niej mówią, ale osiemnastoletnia maturzystka Marianna Borucka, właśnie zakochuje się na śmierć i życie. Nie obchodzi jej nic poza Zygmuntem, obiektem jej uczuć, który jakiś czas temu w Warszawie oddał jej sweterek, który chwilę wcześniej zgubiła. Przystojny Zygmunt, nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawia się na plebanii jako gość siostrzeńca księdza proboszcza. Wiadomość o jego pojawieniu się w sąsiedztwie spada na Mariannę jak grom z jasnego nieba i zauroczenie warszawskim przystojniakiem zamienia się szybko w pożądanie na granicy obsesji.

Dobrze wychowana panienka Marie Borucka zgodnie z obowiązującymi zasadami tradycyjnego katolickiego wychowania nic nie wie o dorosłym życiu, w które właśnie sama wkracza z wielkim impetem. Temperamentna buntowniczka nie zamierza ulegać konwenansom, ma ochotę przeżyć coś, czego nie umie nawet nazwać, a tym bardziej sobie z tym poradzić.

To ostatnie lato Marianny w rodzinnym domu. Zamierza wyrwać się z mazowieckiej wsi w wielki świat, czyli do Warszawy. Dlatego zdawała na studia prawnicze i nawet się dostała, co dla wielu w rodzinnej wsi graniczy ze skandalem, a dla niej wydaje się być uchyleniem furtki do raju. Niepokorna nastolatka, nie boi się żadnego ryzyka, co w połączeniu z jej naiwnością i szalejącymi hormonami daje prawdziwą mieszankę wybuchową. Nie od dziś wiadomo, że najłatwiej uczyć się na własnych błędach, ale żeby tak się stało, trzeba je najpierw popełnić. Opamiętanie przychodzi nagle i nieoczekiwanie. Splot tragicznych zdarzeń wstrząśnie dziewczyną na tyle, że nagle błyskawicznie dojrzeje i nabierze pokory wobec życia. I w tym momencie aż chciałoby się wykrzyknąć; witaj na świecie maleńka. Aha, i nie zapominaj, że faceci to świnie!

Opisując sercowe rozterki Marianny autorka, wykorzystując wspomnienia własnych dziadków, umiejętnie kreśli w tle portret przedwojennej polskiej wsi z jej zasadami i wartościami, które starsze pokolenie chciałoby kultywować za wszelką cenę.

Do czego ten świat zmierza? W gazetach piszą o aborcji, o świadomym macierzyństwie. Cywilne rozwody – nie do pomyślenia! Żeby zmienić odwieczne prawo i pozwolić na łamanie słowa danego Jemu! Co Bóg złączył… a tu co drugi wiary się wyrzeka. Lawina protestantów. Tylko po to, żeby kochankę zrobić żoną. I to wszystko na oczach opinii publicznej. Pobożnego społeczeństwa. Jakby nie można było wszystkiego zostawić po staremu. Jeśli mężczyzna chce mieć na boku inną kobietę, to niech ją ma – jak świat światem, zawsze tak było – ale żeby od razu brać rozwód?

Sielski obrazek kryje ludzkie dramaty i zdarzenia, które najchętniej wymazałoby się z pamięci. Styl autorki świetnie oddaje atmosferę tamtych czasów, chwilami wydawało mi się, że czytam powieść napisaną przez koleżankę po piórze Zofii Nałkowskiej, czy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Chociaż waham się trochę, pisząc o „tamtych czasach”, że to było dawno. Przerażające jest, jak niewiele się zmieniło w ludzkiej mentalności od tamtej pory, dalej wielu to samo gorszy i oburza.

Bardzo jestem ciekawa dalszych losów Marianny. Kończąc powieść miałam wrażenie, że ktoś przedarł książkę na pół i zabrał mi drugą połowę, bo akcja się urywa i już. Choć z drugiej strony, mimo skromnej objętości nie miałam wrażenia, że jakieś wątki na tym ucierpiały. Wyszpiegowałam w necie, że „druga połowa” nazywa się Upalne lato Kaliny i już się ukazała. Bardzo żałuję, że nie mam jej pod ręką, żeby od razu kontynuować czytanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *