Dwa światy

Czasem tak jest, że człowiek musi, bo inaczej się udusi. Dlatego muszę zacytować niezwykle trafne uwagi Katarzyny Tubylewicz z Magazynu Świątecznego Wyborczej o szwedzkim i polskim czytelnictwie mimo, że nie czytałam jeszcze jej książki „Szwecja czyta, Polska czyta”. Pozwolę sobie dodać do tego parę słów komentarza (kursywą) wynikającego przede wszystkim z moich doświadczeń jako przypadkowej bibliotekarki.

Jesteśmy bratnimi narodami. Szwed ma meble z Ikei i Polak ma meble z Ikei, Szwed lubi wódkę i Polak lubi wódkę, Szwed jeździ Volvo, Polak chciałby jeździć Volvo. Ale go sobie nie kupi, bo go nie stać. A nie stać, bo nie czyta.

 

Aż 70 % Szwedów marzy o tym, żeby napisać książkę, dlatego po drugiej stronie Bałtyku świetnie sprzedaje się „Skriva” („Pisanie”), miesięcznik dla aspirujących autorów. Polacy także chcą pisać. Dowodem dziesiątki wydawanych własnym sumptem debiutów, tuziny blogów literackich. Wydaje się jednak, że przeciętny Szwed ma większe szanse, by zaistnieć. Zapewne dlatego, że więcej czyta – 20 min dziennie – i kupuje więcej książek. Trylogię Stiega Larssona kupiły niemal 4 mln Szwedów, kryminały Larsa Keplera rozeszły się w 2,4 mln egzemplarzy. To oczywiście wyjątki, ale choć Szwecja ma tylko 9 mln mieszkańców, to gdy tamtejszy wydawca mówi, że ma bestseller, chodzi mu o pozycję, która sprzedała się w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy. W 38-milionowej Polsce za bestsellerową uznaje się książkę, którą kupiło kilkanaście tysięcy ludzi.

Dlaczego nowocześni, zapatrzeni w komórki i laptopy Szwedzi znajdują czas na czytanie, którego Polakom zawsze brakuje? Dlaczego Szwed na greckiej plaży jest zanurzony w książce, a Polak tylko się smaży za parawanem?
Przyczyn jest tyle, że wypełniły całą książkę „Szwecja czyta. Polska czyta”, niemniej spróbuję je krótko podsumować.

 

H jak historia
Wiara w wartość czytania ma w Szwecji kilkusetletnią tradycję. Kiedy w 1592 roku kraj przeszedł na protestantyzm, Kościół luterański zaczął wymagać od wiernych czytania Biblii. W 1686 roku w prawo kościelne wpisano dążenie do powszechnej umiejętności czytania, dzięki czemu w 1850 roku już 80 proc. Szwedów umiało czytać. W Polsce i innych krajach katolickich, np. w Hiszpanii i Włoszech, czytało wtedy zaledwie 20-30 proc. społeczeństwa.

Zaczęło się najprawdopodobniej od obowiązku czytania biblii, ale na tym się nie skończyło. W 1723 roku nałożono na rodziców obowiązek nauczania dzieci czytania. W 1842 wprowadzono obowiązek szkolny. Kształcenie dzieci w Szwecji już na początku ubiegłego wieku było na wysokim poziomie, a czytanie i korzystanie z biblioteki oczywistą częścią programu nauczania.

D jak demokracja
Szwedzi od lat wiedzą, że upadek czytelnictwa jest groźny dla demokracji, bo tylko ludzie oczytani, a więc krytyczni i obeznani ze światem, mogą świadomie śledzić debatę publiczną i brać w niej czynny udział. Dlatego państwo i samorządy inwestują w biblioteki, żeby obywatel miał do nich zawsze blisko. – W centrum każdej miejscowości czy osiedla muszą być sklep spożywczy i biblioteka – uśmiecha się Eva-Maria Häusner ze sztokholmskiej Kungliga biblioteket, Biblioteki Królewskiej. A jeśli miejscowość składa się z jednego czy kilku domów? Żaden problem: między wyspami Archipelagu Sztokholmskiego kursuje łódź biblioteczna.
– Biblioteka to dobry biznes – mówi Katti Hoflin, dyrektorka sieci sztokholmskich bibliotek i pisarka. – Czytanie nie tylko rozwija wyobraźnię, wpływając na kreatywność i innowacyjność, ale też zwiększa empatię. To zaś przyczynia się do wzrostu zaufania społecznego, a kraje, w których jest ono wysokie, lepiej funkcjonują pod każdym względem – i politycznym, i gospodarczym.

Jeżeli śledziliście losy przypadkowej bibliotekarki, to wiecie, że oprócz bibliotek, filii bibliotecznych, bibliotek- łódek istnieje też coś takiego jak bibliobus, który dojedzie wszędzie tam, gdzie znajduje się ktoś kto chciałby korzystać z biblioteki.

E jak egalitaryzm
– W Szwecji jest silne przekonanie, że ludzie wykształceni muszą promować kulturę i czytelnictwo wśród wszystkich warstw społecznych. W Polsce silne są elitaryzm i przekonanie, że istnienie ciemnych mas to jakieś prawo przyrody, że tak zawsze było i będzie – twierdzi tłumacz literatury polskiej Stefan Ingvarsson.
Przekonanie, że czytać mogą i powinni wszyscy, przyczyniło się do rozwoju szwedzkiej powieści, tego najbardziej egalitarnego z gatunków literackich. W Szwecji na pytanie, co jest najważniejsze w literaturze, krytycy, pisarze, czytelnicy i wydawcy odpowiedzą: opowieść, dobra historia. W Polsce odpowiedź zabrzmi: język. W Szwecji, dyskutując i pisząc o książkach, wiele miejsca poświęca się tematowi, strukturze utworu i wiarygodności bohaterów, w Polsce w zanikającej debacie literackiej najważniejsze są dywagacje na temat stylu. Polska ma lepszych poetów i przekonanie, że dobra literatura jest mało przystępna, a szwedzką – starannie skonstruowaną i zredagowaną – powieść czyta cały świat.

Kiedyś w szwedzkich bibliotekach nie było literatury „zbyt popularnej”, ale z czasem zmieniono zasady zakupu książek właśnie po to żeby mniej wymagający czytelnik też mógł znaleźć coś dla siebie. Książki z najwyższej półki trafiają do bibliotek z reguły odgórnie i bezpłatnie od Kulturrådet. W ten sposób ministerstwo kultury wspiera bardziej „zaawansowane” czytelnictwo.

P jak pragmatyzm
– Często porównuję sukcesy szwedzkiej literatury z sukcesami szwedzkiej muzyki pop. Mamy sprzyjającą infrastrukturę, wiele szkół i kursów pisania kreatywnego. Poza tym Szwedzi są dobrymi przedsiębiorcami. Skoro mamy dobry produkt – a książka też jest produktem – to dla tego produktu tworzymy cały przemysł – mówi agentka literacka Lena Stjernström.
I nie chodzi tylko o to, że Szwedzi, naród ceniący rozsądek i pragmatyzm, zbudowali system ściśle współpracujących bibliotek, a działalność instytucji zajmujących się czytelnictwem jest skoordynowana. Jak w każdym biznesie Szwedzi sprawdzają, co można poprawić, i szukają nowych dróg. Na przykład tworząc specbiblioteki dla wybranych grup.
Jedną z najsłynniejszych jest sztokholmska Tio Tretton, do której wstęp mają tylko dzieci od 10 do 13 lat. Powstała, bo badania wykazywały, że ta grupa wiekowa przestaje chodzić do bibliotek dla maluchów, a nie czuje się pewnie w bibliotekach dla nastolatków. W Tio Tretton można gotować, nagrywać piosenki i czytać książki tuż pod sufitem, na drabinkach, a animatorzy zawsze mają czas na słuchanie pomysłów. Projektanci oparli się na ankietach, w których dzieci opisywały swoje wymarzone miejsce.

Traktowanie książki jako produkt może lekko bulwersować, ale to jest najlepsze, co mogło się przydarzyć szwedzkiej książce. Przedsiębiorczość Szwedów jest dobrze znana, umieją zadbać o rozwój i promocję, czego dowodem są sukcesy szwedzkiej literatury za granicą. Oglądałam reportaż o Tio Tretton. Niesamowite miejsce! Biblioteka to tylko część działalności Tio Tretton, ale właśnie to jest dowodem, że jest ważną częścią pozaszkolnego życia tej grupy wiekowej.

Inny przykład: wśród nastoletnich chłopców spada czytelnictwo. Zajmująca się jego promocją Szwedzka Rada Kultury nie postawiła jednak na spotkania w bibliotekach, bo eksperci wyjaśnili urzędnikom, że aby się stać czytelnikiem, trzeba uznać czytanie za coś atrakcyjnego, a akcje biblioteczne docierają do już przekonanych. Zamiast tego zadano sobie pytanie: co młodzi chłopcy robią w wolnym czasie? Najczęściej grają w piłkę lub uprawiają inne sporty. Dlaczego więc nie zacząć współpracy z trenerami klubów sportowych? Rada zaczęła zabiegać o to, by jadące na zawody nastolatki miały w autokarze dobre lektury, a trenerzy mówili im, że czytanie jest cool. Bo oni szybciej zachęcą opornych chłopaków do książki niż nauczycielka tłumacząca, że „czytelnictwo wzbogaca język”.

Żeby zachęcić nastoletnich chłopców do czytania w konkursach czytelniczych można było w naszej bibliotece wygrać nie kolejne książki, a np. X-box, czyli coś o czym marzy każdy nastolatek, a ciągle nie każdy ma. To dobra przynęta! Za książki chwytali ci chłopcy, którzy ostatnimi czasy czytali niewiele. Każdy chciał wygrać.

P jak pisarz
Szwecja dba nie tylko o odbiorcę, ale również o twórcę. W 1954 r. wprowadzono uiszczaną przez państwo opłatę biblioteczną, która rekompensuje autorom straty wynikającego z tego, że ich książki są nie tylko sprzedawane, ale także wypożyczane. W zeszłym roku do Funduszu Pisarzy trafiło dzięki niej ponad 139 mln koron (blisko 64 mln zł), z czego 53 mln wypłacono pisarzom i tłumaczom, a resztę przeznaczono dla twórców w postaci stypendiów.
Zresztą sami ludzie pióra potrafią lobbować w swoich sprawach i są solidarni. Tu żaden przytomny autor nie pisałby paszkwili na domagającą się lepszych zarobków dla pisarzy Kaję Malanowską. Większość twórców należy do silnego związku zawodowego, który zapewnia bezpłatną pomoc prawników i dzięki umowom ramowym z wydawnictwami gwarantuje przyzwoite zaliczki oraz to, że tantiemy autorskie nie będą niższe niż 25,5 proc. ceny hurtowej książki. Związek Pisarzy i Tłumaczy pilnuje nawet tego, by honoraria za spotkania autorskie w bibliotekach nie były mniejsze niż 6 tys. koron (około 3 tys. zł), a ostatnio wynegocjował z rządem podwyżkę opłaty bibliotecznej.

Tłumacze w Szwecji mają silną pozycję. Docenia się ich pracę. Wspiera ich Szwedzka Rada Kultury. Tłumacz może na koszt Rady przetłumaczyć kilkanaście stron obcojęzycznej książki (lub z języka szwedzkiego na jakiś język obcy), żeby poźniej próbować znaleźć wydawcę. Honorarium za te kilkanaście stron jest kilkakrotnie wyższe niż tłumacz w Polsce otrzymuje za całą powieść. Nawet jeśli książki nie uda się wydać, tłumacz zachowuje honorarium.

M jak media
W największym dzienniku „Dagens Nyheter” codziennie ukazują się dwie-trzy duże recenzje. Powieść opublikowana w uznanym wydawnictwie może liczyć na 17-20 recenzji w prasie papierowej, a wywiady z autorami robi się częściej niż z politykami.

Wywiady w gazetach, radiu i telewizji, spotkania z autorami, recenzje, przeceny i promocyjne ceny nowości to szwedzka codzienność. Czasem strach otworzyć lodówkę… Popularną rozrywką są kluby książkowe wśród znajomych. Spotykają się mniej więcej raz w miesiącu, żeby przy kolacji i lampce wina podyskutować o przeczytanej lekturze.

***
Jak widać, literatura jest w Szwecji jednocześnie czymś egalitarnym – bo czytają wszyscy – i prestiżowym, bo warto i modnie o niej dyskutować oraz pisać. Odwrotnie niż w Polsce. Zdaje się, że w naszym podejściu do książki musimy zmienić niemal wszystko.

 Zachęcam do przeczytania Szwecja czyta, Polska czyta! Może zaczniemy zmianę naszego podejścia do książki od siebie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *