Śmierć banksterom!

Jussi Adler-Olsen

Efekt Marco

Albert Bonniers Forlag, 2013, stron 484

Czytało się fantastycznie, bo jak zwykle, świetnie napisana. Biorąc pod uwagę, że to już piąty tom z Carlem Mörckiem i departamentem Q, to nie lada wyczyn. Z doświadczenia czytelniczego wiem, że nawet najlepsze pomysły nie wytrzymują próby czasu i przy którymś tomie zaczynam kręcić nosem, że pomysły się wyczerpały i nie wiadomo czemu autor ciągnie za uszy ten sam schemat przez kilka kolejnych powieści, narażając czytelnika na śmierć z nudów. Fakt, jest trendy, żeby pisać niekończące się serie, co jest zabiegiem bardzo sprytnym. Niektórzy (czytaj: ja) przywiązują się do bohaterów i w razie potrzeby wydobędą nawet spod ziemi wszystkie kolejne tomy serii. Akurat z Carlem Mörckiem mam ten luksus, że Szwedzi wydają go szybko i na dodatek chronologicznie. Polecam tę metodę polskim wydawcom, bardzo to uprości czytelnikom życie. Rekordem świata jest według mnie wydawanie w polskim przekładzie Marininy. Na pierwszy tom i następne chronologicznie trzeba było czekać kilka lat i jeszcze naszukać się w sieci prawidłowej kolejności.

Tym razem jedynym zmartwieniem jest to, że Jussi Adler-Olsen po prostu pisze trochę za wolno. No, ale łatwo mi narzekać jak sama nie piszę. A jak taka na przykład niemoc twórcza dopadnie pisarza, to co? Co ja o tym wiem?

Książki sobie na razie nie kupiłam (czekam na wydanie pocket, które wymaga mniej miejsca na półce), ale jako personel biblioteczny miałam możliwość wypożyczyć go pierwsza, po prostu ustawiłam się w kolejce po tę książkę zanim się ukazała i zanim się wszyscy o niej dowiedzieli. Za mną w kolejce jest już kilkunastu chętnych, ale na szczęście egzemplarzy jest do wypożyczania kilka.

Dorwałam więc z biciem serca kolejny tom o departamencie Q, jeszcze pachnący farbą drukarską, i przepadłam. Autor nadąża za przestępczymi trendami świata realnego, więc zaserwował czytelnikom tym razem historię o banksterach, ich machlojach pieniędzmi rządowymi przeznaczonymi na pomoc dla trzeciego świata, oraz oszczędnościami zwykłych ciułaczy przynoszących w zębach do banku każdy z trudem zaoszczędzony grosz. Pierwszy trup gdzieś w Afryce, pada zaraz na początku książki, potem akcja przenosi się w czasie i do Danii.

Piętnastoletni Marco, wychowywany od urodzenia przez klan na żebraka i złodzieja podsłuchuje przez przypadek rozmowę swojego tatusia i jego brata, którzy planują jak skutecznie zrobić z niego kalekę. Nie namyślając się wiele postanawia natychmiast uciec i nie ma się czemu dziwić, któż chciałby być kaleką? Ze sprytem godnym Jamesa Bonda ukrywa się przed hordami poszukujących go członków klanu, a później nawet bandziorów wschodnioeuropejskich i afrykańskich. Powodem tych intensywnych poszukiwań jest pewna tajemnica, którą Marco odkrył zupełnie przypadkowo podczas ucieczki, a która absolutnie nie może ujrzeć światła dziennego.

Tymczasem departament Q zajmuje się kolejną sprawą, szef Carla odchodzi ze służby, a na jego miejsce pojawia się inny, którego Carl nie darzy ani symapatią, ani zaufaniem. Do departamentu Q dołącza kolejny współpracownik, Gordon, który wydaje się być zafascynowany Rose od tzw. pierwszego wejrzenia. Życie osobiste Carla chwieje się w posadach, a na horyzoncie pojawia się ponętna bibliotekarka. Była żona też nie daje o sobie zapomnieć, teściowa w domu starców czeka na odwiedziny zięcia, a do domu Carla sprowadza się następny lokator. Assad dochodzi powoli do formy, po tym jak został napadnięty, Rose farbuje włosy na fioletowo i upiera się nad zamknięciem jednej sprawy i zajęciem się inną, czyli sprawdzeniem pewnej informacji, którą znalazła na słupie ogłoszeniowym, o zaginięciu kilka lat temu pewnego faceta. Carl oponuje, ale przecież z góry wiadomo, że z Rose nie wygra, więc poleca sprawdzić co i jak. I tym sposobem w kręgu zainteresowania departamentu Q znajdzie się w końcu Marco i banksterzy. Ci ostatni nie wzbudzają sympatii za grosz, myślę, że każdy czytelnik (nie tylko ja) będzie im życzył wszystkiego najgorszego. To dopiero mistrzowskie kreślenie postaci! A do tego te zupełnie niespodziewane zwroty akcji i inne niespodzianki…

Całe szczęście, że nie dowiadujemy się i tym razem zbyt wiele o przeszłości Assada, co pozwala mieć nadzieję, że kolejny tom o departamencie Q to kwestia kolejnych kilku miesięcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *