Zupełnie nieobiektywnie, ale to żadna niespodzianka

Johan Theorin

Sankta psyko (Święty psychol)

Wahlström & Widstrand, 2011, stron 399

Należę do szczęśliwców, którzy mogą czytać Johana Theorina zaraz jak tylko mu coś wyjdzie spod pióra. Theorin zrobił sobie na chwilę przerwę w pisaniu o Öland. Popełnił właśnie czwartą powieść, której akcję umieścił w okolicach Göteborga. Jest jednak równie ponuro jak zwykle.

Miejsce akcji to szpital Świętej Patrycji, nazywany przez okolicznych mieszkańców „Świętym psycholem”. Jest to starannie odizolowany od świata zewnętrznego szpital psychiatryczny o zaostrzonym rygorze, w którym roi się od psychopatów i innych ciemnych typów skazanych za najcięższe przestępstwa. Obok szpitala, jakby dla kontrastu, autor wymyślił przedszkole. Klimat radosnej i beztroskiej zabawy kontra ponury, wyglądający z zewnątrz na wymarły, szpital. Obydwa miejsca łączy podziemny korytarz i piwnice, w których łatwo się zgubić.

W przedszkolu nie przebywają przypadkowe dzieci mieszkające w okolicy, tylko dzieci pacjentów szpitala. Ponieważ psychologowie twierdzą, że dla prawidłowego rozwoju emocjonalnego dzieci powinny mieć kontakt z rodzicami, przedszkole i szpital są miejscem nietypowego eksperymentu mającego na celu udowodnić tę tezę.

W przedszkolu dostaje pracę Jan Hauger, główny bohater powieści. Jego obecność w tym miejscu też nie jest przypadkowa. Z czasem okazuje się, że inni też mają swoje tajemnice, a dzieci po wizytach w szpitalu mówią czasem dziwne rzeczy, lub dziwnie się zachowują.

Autor, swoim zwyczajem, snuje opowieść w kilku płaszczyznach czasowych serwując czytelnikowi dość trudne do ułożenia puzzle. Kiedy okazuje się, że szpital nie jest tak dobrze strzeżony jakby się wydawało, atmosfera gęstnieje i robi się mało przyjemnie. Pewne szczegóły finału dało się przewidzieć, ale na pewno nie można mówić o szczęśliwym i definitywnym zakończeniu całej historii. Kilka pytań pozostaje bez odpowiedzi. Czyta się świetnie. Troche strachu i niepewności towarzyszy czytelnikowi od początku do końca powieści. Zakończenie daje sporo do myślenia.

I pomyśleć, że to wszystko z powodu pewnego muru i strachu o własne dzieci. Tych, którzy nie wiedzą co mam na myśli, odsyłam do wcześniejszego wpisu o spotkaniu na targach z Johanem Theorinem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *