Pożegnania nadszedł czas

Johan Theorin

Rörgast

Wahlström&Widstrand, 2013, stron 453

Wyjątkowo gorące lato na Öland. Zbliża się najbardziej ulubione święto Szwedów, Midsommar. Most na Öland aż się ugina od turystów zmierzających na wyspę. Szwedzi kochają tradycje, a chyba trudno byłoby znaleźć lepsze miejsce jednocześnie na letni urlop i do tradycyjnego świętowania Midsommar. Öland to niezwykła wyspa. Jeżeli nie można powiedzieć, że czas stanął tam w miejscu, to na pewno płynie innym trybem.

Gerlof patrzył na zatokę.

Czasami tak sobie myślę John… Czy chociaż jedna rzecz stała się lepsza na Öland w ciągu ostatnich stu lat? Czy naprawdę chociaż jedna?

Wydawało się, że John się zastanawia.

– Nikt teraz nie głoduje… I ściany są równe.

– No tak – zgodził się Gerlof – Ale czy jest nam weselej?

– Kto wie – powiedział John – Ale żyjemy. Z tego powinniśmy się cieszyć.

– No tak.*

Wśród przybyłych na wyspę letników jest Aron, który po wielu latach powraca w rodzinne strony, żeby rozliczyć się z przeszłością i wyrównać rachunki.

Gerlof cieszy się aparatem słuchowym, latem i wnukami, ale gdy pewnej nocy do jego szopy rybackiej, w której akurat nocuje dobija się przerażony chłopiec, nagle kończy się leniwa kanikuła. Wystraszony nastolatek opowiada o dryfującym statku, umierających marynarzach i mężczyźnie z siekierą w ręku. Gerlof słucha historii chłopca bardziej ze zrozumieniem niż zdumieniem. To przecież Öland, tu wszystko jest możliwe. Przypomina sobie, że kiedy sam był niewiele starszy od przestraszonego chłopca i pracował jako grabarz, to raz podczas pogrzebu wyraźnie słyszał pukanie z trumny, którą akurat przysypywano ziemią.

Późniejsze wydarzenia, których świadkami będą letnicy i mieszkańcy wyspy zmuszą Gerlofa do sięgnięcia do kolejnych wspomnień z młodości, bo to właśnie tam może tkwić klucz do zagadki. Niedosłyszący, poruszający się niemrawo o lasce staruszek, powoli i cierpliwie będzie prowadzić swoje własne śledztwo i choć nie będzie potrafił zapobiec lawinie tragicznych wydarzeń, to jednak odegra w nich pewną rolę.

Nadszedł czas czytelniczego pożegnania z wyspą. Oto Rörgast **, ostatnia część kwartetu olandzkiego, która zaskoczyła mnie swoim dramatyzmem i prostotą stylu. Czytałam zapominając chwilami o oddychaniu, ale jak widać „można żyć bez powietrza”. Wątki z przeszłości jak zwykle zgrabnie splatają się z teraźniejszością. Tym razem autor sięgnął do tragicznych czasów, które są nam Polakom szczególnie dobrze znane. I choć postać Arona jest fikcyjna, to na historię jego życia składają się fakty historyczne jak najbardziej prawdziwe.

Powieść ma kilku interesująco naszkicowanych bohaterów i każdy z nich ma swoje istotne w powieści pięć minut. Lisa – Lady Summertime, mały Jonas, rodzeństwo Kloss i jeszcze kilku innych. Powieść składa się z wielu krótkich akapitów, napisanych wyjątkowo oszczędnym stylem.

Żeby nie zepsuć lektury muszę na tym zakończyć . Element zaskoczenia jest w przypadku lektury czwartego tomu bardzo istotny. Istnieje pewne ryzyko, że wszyscy ci co przeczytają ten wpis i tak zdążą o nim zapomnieć, zanim książka trafi do polskich księgarń. Święty psychol potrzebował prawie dwóch lat od swojej premiery. Szwedzi mają powiedzenie warte zapamiętania, „jeżeli się czeka na coś dobrego, to nigdy nie czeka się zbyt długo”. I tego się trzymajmy.

* Fragment powieści w moim tłumaczeniu

** Rörgast to określenie zjawy wynurzającej się z olandzkiego kurhanu pochodzącego z epoki brązu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *