Łowcy głów, czyli zabili go i dalej ucieka

No cóż. Zrobiłam jak nie powinnam. Obejrzałam najpierw film zamiast najpierw przeczytać książkę. Kupiłam ją nawet przy okazji ostatniej wizyty w Polsce, ale niestety została u mamy, bo zaczęła ją czytać i nie skończyła przed moim wyjazdem. Nie mogłam jej przecież wyrwać z ręki…

Czyli mam przynajmniej jakieś sensowne wytłumaczenie, dlaczego zaczęłam od filmu. To miło, że poczytnego norweskiego autora sfilmowali Norwegowie, a nie Hollywood. Myślę, że film na tym nie stracił, a może nawet dzięki temu jest bardziej wierny powieści. Niestety nie wiem tego na pewno, ale zakładam, że tak jest.

Jo Nesbo porzucił na chwilę Harry Hole’a i bohaterem tej powieści (a więc i filmu) zrobił Rogera Browna, kurdupla-megalomana, wypełnionego po czubek głowy kompleksami. Zarówno megalomania jak i kompleksy wpędzają go w kłopoty, które mogą się zakończyć piękną katastrofą.

Roger Brown to łowca głów, który dzięki inteligencji i cwaniactwu najwyższej próby potrafi zawsze osiągnąć to co chce. Tym razem trafia jednak na godnego siebie przeciwnika. I tak zaczyna się pojedynek na śmierć i życie, a wygrany oczywiście może być tylko jeden. Spryt kontra inteligencja, inteligencja kontra spryt. I gdyby tylko to się liczyło to sprawa byłaby prosta, ale w grę wchodzą nagle jeszcze uczucia, o które chyba nawet sam bohater by się nie podejrzewał.

Polowanie godne hollywoodzkiej megaprodukcji, ale dzięki Norwegom nabrało innego, bardziej realnego wymiaru. Aksel Hennie rewelacyjny w roli głównej. Całkiem niezłe kino akcji choć czasem trochę mi w szczegółach zgrzyta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *