Ile czyta statystyczny szwedzki Polak?

Nareszcie poszłam znów do pracy. Trzy tygodnie wolnego prawie mnie dobiło. Torba z książkami (polskimi) czekała gotowa już od ponad tygodnia. Dziś zatachałam ją do biblioteki i zadowolona sama z siebie, zostawiam przy biurku Anny. „Odpowiedzialnej za zakupy literatury obcojęzycznej” nie zastałam, ale obok biurka stały jej obłocone kozaki, wiec domyśliłam się, że musi być gdzieś w pobliżu. Znalazłam ją w informacji bibliotecznej. Niestety, nie mogła od razu obejrzeć książek, a ja nie miałam czasu czekać aż będzie mogła. Opowiedziałam jej więc, co zastanie przy biurku.

Herbatę wypiłam na stojąco, dolewając zimnej wody z kranu, żeby w ogóle zdążyć ją wypić. Ruszałam w pierwszą, w tym roku, popołudniową rundę bibliobusem. Niektóre miejsca były dla mnie nowe, bo zmienił się trochę mój schemat i wyjeżdżam teraz w dłuższe trasy. Nowe miejsca nie różnią się wiele od starych, bo tam i tu las jest taki sam, ale twarze nowe. Internet z dala od cywilizacji działa rożnie, co bardzo utrudnia pracę, wiec znów zdarzało się, że powtarzałam pod nosem brzydkie wyrazy nawet po sto razy…

Czytelnicy szczęśliwi, że święta się skończyły, ze nareszcie znów przyjeżdża bibliobus i jest więcej czasu na czytanie. Pożyczali książki całymi stosami, żeby starczyło do następnego razu, czyli na dwa tygodnie. Pożyczają Szwedzi, Niemcy, Finowie, Wietnamczycy i do tej pory ANI JEDNEGO Polaka… Gdzie oni są, bo wiem, że są w okolicy!

Około 20.30 byłam w domu. Mam ten wyjątkowy komfort, że praca podwozi mnie pod same drzwi domu po zakończonym dniu, więc nie musiałam się ślizgać, ani marznąć, wracając do domu.

P.S. Na fotce wnętrze „mojego” bibliobusa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *