Bibliotekarz szuka magika

Ian Sansom

Mr Dixon znika

Massolit Förlag, 2012, stron 249

Mr. Dixon znika Iana Sansoma, to dalsze losy bibliobusowego bibliotekarza Israela Armstronga na irlandzkiej prowincji. Książka równie fantastyczna jak poprzednia (Sprawa zaginionych książek), o której pisałam jakiś czas temu. Lektura obowiązkowa dla miłośników angielskiego humoru.

Tym razem Israel staje się głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia właściciela miejscowego domu towarowego oraz sporej sumy pieniędzy ze sklepowego sejfu. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że znalazł się w nieodpowiedniej chwili w nieodpowiednim miejscu. Zafascynowany „miejscem przestępstwa” wszędzie zagląda, wszystkiego dotyka, a nawet porządkuje porozrzucane papiery. Policja wyprowadza go z miejsca przestępstwa w kajdankach, prosto do aresztu. Wychodzi wprawdzie za kaucją, ale powrót za kratki jest tylko kwestią czasu. Żeby definitywnie uwolnić się od podejrzeń nie pozostaje mu nic innego jak samemu znaleźć winnego. Wskazówek, jak się do tego zabrać, szuka w literaturze kryminalnej, chociaż tej pory nigdy nie czytał kryminałów.

Godzinami leżał, jak przykuty do łóżka, wertując jedną historię kryminalną za drugą, o absurdalnych i przerażających morderstwach, które rozwiązywano w zupełnie nieprawdopodobny sposób. Brał do ręki książkę, zaczynał czytać i dochodził w końcu do momentu gdzie bohater – policjant, lekarz medycyny sądowej albo jakiś samozwańczy detektyw – depcze po piętach mafii, seryjnemu mordercy albo skorumpowanemu biznesmenowi, którego nikt nie podejrzewa, jednocześnie walcząc z własnymi demonami z przeszłości – najczęściej alkoholizmem lub wspomnieniem nieudanego związku. Dochodząc do tego momentu opowieści stwierdzał, że to zbyt absurdalne i prowadzi donikąd. Wtedy rzucał książkę i brał do ręki kolejną.(…) Gdyby wierzyć książkom, potrzebował samochód i najprawdopodobniej broń, żeby popchnąć własne dochodzenie naprzód. Poza tym ułatwiłoby sprawę, gdyby miał skomplikowane życie duchowe i traumatyczne dzieciństwo.*

Nie wiedząc od czego zacząć, postanawia pogrzebać w przeszłości zaginionego właściciela sklepu, jak się okazało, z zamiłowania magika. O zawrót głowy przyprawia go już sama ilość towarzystw zrzeszających różnej maści magików: Związek Ulsterskich Magików, Przyjaciele Magików Irlandzkich, Irlandzkie Kółko Magiczne, Ulsterskie Kółko Czarodziejów, Północnoirlandzki Trójkąt Magiczny, Magiczne Towarzystwo Północnego Antrim, Magiczny Klub Północnego Ulsteru oraz Związek Chrześcijańskich Magików.

Sprawa wydaje się być beznadziejna, policja prowadząc śledztwo depcze mu cały czas po piętach, a on sam, wpada co rusz w kolejne tarapaty, choć fakt, że jest bibliotekarzem okazuje się mieć swoje zalety.

Znaczące, jakie drzwi otwierało mu słowo BIBLIOTEKARZ. Co za fantastyczny kamuflaż, nikt nie podejrzewał bibliotekarzy o nic innego niż chroniczne umiłowanie porządku i łupież oraz układanie i wypożyczanie książek. Powiedzieć o sobie – jestem bibliotekarzem – znaczyło tyle, co powiedzieć – właściwie jestem nikim, lepiej porozmawiajmy o tobie. Bibliotekarz, to najlepszy kamuflaż z możliwych.*

Ian Sansom napisał do tej pory cztery powieści, których głównym bohaterem jest Israel Armstrong i mam nadzieję, że będzie to seria bez końca. Nie mogę się już doczekać tłumaczenia kolejnych.

* fragmenty powieści w moim tłumaczeniu, bo niestety po polsku nie jest jeszcze wydana.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *