Dawno, dawno temu…

…ale nie za górami i za lasami, tylko na stronie Merlina, napisałam kilka recenzji. Zupełnie przypadkiem googlując na swój temat właśnie je odnalazłam. Pisałam tam mniej więcej 10 – 11 lat temu! Jestem tam nawet dziś określona jako „stały recenzent”. Niestety nie pamiętam już ani loginu ani hasła. Powiedzmy, że jest to zamknięty rozdział wymądrzania się w Merlinie.

Analizując tę pisaninę doszłam do wniosku, że to właśnie wtedy po raz pierwszy w życiu przeczytałam prawdziwy chick-lit! Postanowiłam wyciągnąć wszystkie tamtejsze recenzje z niepamięci, odkurzyć i umieścić tu na własnym blogu, bo tu jest chyba ich najwłaściwsze miejsce.

To wszystko miało miejsce tak dawno temu, że nie było chyba wtedy jeszcze żadnych blogów, a zwłaszcza książkowych? Pamiętam też, że za którąś z recenzji (nie pamiętam którą) wygrałam nagrodę „recenzja miesiąca” ( clevero sorry! Skłamałam mówiąc Ci, że nigdy nie wygrałam niczego!) w postaci książki. Była to napisana na nowo, odkłamana historia Polski. Mogłam ja wybrać w postaci CD-roomu lub tradycyjną, papierową. Wybrałam papierową, bo wolę poczciwy papier. Okazało się z resztą też, że CD-room nie pasował do mojego ówczesnego mac-a i tak.

2001.10.11

Helen Fielding – Dziennik Bridget Jones

Nowy nurt w literaturze?! (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Niesłychane, ale nagle okazuje się, że czytanie o zupełnie zwykłych ludziach może być interesującą lekturą. Jones mogłaby równie dobrze nazywać się Kowalska. Miło jest odkryć, że zwykłe dziewczyny mogą mieszkać w dowolnym mieście świata i mieć jednocześnie ze sobą wiele wspólnego. Bridget jest przeciętna aż do obrzydliwości, a nawet czasem można by ocenić jej sposób rozumowania sporo poniżej przeciętnej. Ma te same problemy co większość kobiet, niezależnie od wieku. Schudniecie jest rzeczą niemożliwą bez środków drastycznych (przeczytaj też „W pogoni za rozumem”, to dowiesz się, co mam na myśli), walka z nałogami skazana z góry na niepowodzenie, choćby nie wiem co obiecywać sobie od jutra. Bridget nie ma właściwie wpływu na swoje życie. Choćby nie wiem, jak się starała, to okoliczności i tak zniweczą jej starania. Opętana fobiami, prześladowana przez pecha i „dobre rady” przyjaciół miota się, pełna sprzecznych uczuć. Choćby nie wiem, jak się starała panować nad sytuacją, to i tak zawsze coś wymknie się jej spod kontroli. Dziewczyny, to książka o nas i dla nas. Podejrzewam, że książka ta poprawi nam nawet nasze samopoczucie, bo aż tak źle z nami nie jest. Przecież od czasu do czasu coś nam się udaje, nie jesteśmy aż tak bezradne, jak Bridget! No i rodziców mamy zupełnie ok, jeśli porównamy ich z rodzicami Bridget. Wreszcie pojawiła się w literaturze kobieta w porównaniu, z którą poprawia nam się samopoczucie, a widmo depresji, którą potencjalnie jest zagrożona, co trzecia z nas, oddala się. Masz wrażenie, że za co się weźmiesz, to sknocisz, że nic Ci się nie udaje – przeczytaj dziennik Bridget.To wspaniały lek antydepresyjny! Język powieści świetny – błyskotliwy i dowcipny. Faceci też powinni przeczytać, szczególnie ci, którzy na myśl o kobiecej logice dostają paniki.
 
2001.10.12
 
Helen Fielding – W pogoni za rozumem. Dziennik Bridget Jones

Wiecej Bridget! (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Świetna kontynuacja! A to się rzadko zdarza! Zwariowana Bridget brnie dalej przez życie. Ma faceta, ale na jak długo? Życie z mężczyzną bardzo jej się podoba, jest jednak pewien problem… Jak go przy sobie utrzymać? Los robi z Bridget, co tylko chce, a ona miota się zupełnie bezradna. Jak zwykle nie panuje nad sytuacją, unoszona przez prąd życia, nagle może znów być sama. Wizja samotnej śmierci w towarzystwie owczarka doprowadza ją do rozpaczy, chociaż ten drobny szczegół, że w ogóle nie ma psa, umknął jej uwadze. Wydarzenia w życiu osobistym i rodzinnym uzupełniają problemy z pracą. Dzielna Bridget oczywiście chciałaby to i tamto zmienić, ale jak? Oto jest pytanie! Los rzuca ją nawet do Tajlandii i tam w sytuacji krytycznej (o dziwo!) sobie radzi. Bridget nie jest głupia (a może jest?), ale powiedzenie, że głupi ma szczęście sprawdza się w jej przypadku co do joty. Ludzie, którzy ją otaczają tzn. popaprańcy i przyjaciele mają na nią nie taki wpływ, jakby chciała, a jednak się im poddaje. Wydarzenia w jej życiu są nieprawdopodobne, ale komuś takiemu jak ona wszystko to chyba może się przydarzyć. Czyta się jednym tchem i nie da się nie śmiać! Pełen relaks! Świetne antidotum dla wszystkich sfrustrowanych kobiet, które myślą, że innym się wszystko udaje. Apel do pani Fielding: więcej Bridget!
 
**
Jak widać moje recenzje przydały się AŻ dwóm osobom. Nie jestem pewna, czy dzisiaj, gdybym przeczytała Bridget raz jeszcze, mój entuzjazm byłby równie duży…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *