Do pisania potrzebuję (świętego) spokoju

Do czytania z resztą też.

Tegoroczne wakacje były tak wypełnione atrakcjami wszelakimi i spotkaniami towarzyskimi, że tym razem książki po raz pierwszy w moim dość długim życiu zeszły na tak zwany dalszy plan. Wyrzuty sumienia gniotły mnie jednak przez cały urlop jak niewygodne buty. Nie mogłam się ich pozbyć choć na chwilę nawet wtedy, gdy jadłam przepysznego miętusa w sosie agrestowo-imbirowym w gdyńskim Mondo, którego smak na pewno będę pamiętać do końca życia.

Powoli wszystko wraca do normy, tzn. ostatni goście wczoraj wyjechali. Zanim zrobiło się ciemno zdążyłam jeszcze przytulić wszystkie książki razem i każdą z osobna, a także wszystkie obfotografować. Jednymi zostałam obdarowana (tych jest najwięcej!), inne pochodzą ze spotkaniowej wymiany, a jeszcze inne kupiłam.

Nie będę opisywać historii każdego tytułu, niech się zaprezentują same…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *