Najpierw hiperfuturystycznie, potem normalnie

Dziewczyna z tatuażem

Columbia Pictures, 2011

Film zaczyna się doskonałym kawałkiem duetu Treznor & Ross z ciekawym, futurystycznym videoclipem.

Trochę mnie to zbiło z tropu, bo znając amerykańskie ciągoty, żeby poprawiać to co już jest doskonałe, bałam się, że zaraz zacznie się jakiś sajensfikszyn, a nie Millennium rodem ze Szwecji. Po mniej więcej trzech minutach strachu wszystko wróciło do normy, czyli zrobiło się tak szwedzko, że aż miło.

David Fincher zrobił świetny film. Scenariusz jest starannie napisany, akcja się nie rwie, choć dla tych, którzy znają Millennium w najdrobniejszych szczegółach, zmiany w historii Harriet pewnie zdziwią. Kompletnie mnie to zaskoczyło, bo uważam, że zmiana ta jest w ogóle bez sensu.

Daniel Craig jest dużo bardziej ciachowaty, niż jego szwedzki odpowiednik. Dzięki temu jego powodzenie u płci przeciwnej, które wyraźnie sugerował w powieści Stieg Larsson, wydaje się bardziej zrozumiałe. Rooney Mara jako Lisbeth Salander jest prawie tak samo dobra jak Noomi Rapace, ale niestety brak jej tego pazura, który miała powieściowa Lisbeth i który szwedka potrafiła zagrać doskonale. Jeden zero dla Noomi!

Duży plus za zdjęcia kręcone w środowisku naturalnym powieści, czyli w Szwecji. Mimo, że trwały tam tylko kilka dni, a resztę dokręcono w Hollywood, to udało się stworzyć i zachować odpowiedni klimat. Producentom i reżyserowi dziękuję za kilku szwedzkich aktorów, którzy robią te klimaty jeszcze bardziej wiarygodne.

Niczego nie pozostawiono przypadkowi. Ten film można, a nawet należy zobaczyć, jak się jest fanem Millennium. Mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *