Żywot Eleonory

Dorota Combrzyńska-Nogala

Wytwórnia wód gazowanych

Wydawnictwo MG, 2012, stron 498

Po tę książkę sięgnęłam przede wszystkim z dwóch powodów, pierwszy; lubię czytać polskie autorki, drugi; mam sentyment do wytwórni wód gazowanych starej daty.

To, że chętnie sięgam po polskich autorów powtarzam regularnie co jakiś czas. Mam wrażenie, że im dłużej mieszkam poza ojczyzną, tym chętniej i to niezależnie od tego, czy dobrze piszą, czy nie. Ot, taki kredyt zaufania. Z sentymentem do wytwórni wód gazowanych wiąże się pewna historia z mojego dzieciństwa. Brat mojej babci był w latach 60-tych kierownikiem poniemieckiej Wytwórni wód gazowanych i rozlewni piwa i raz zabrał mnie ze sobą do pracy, żeby mi pokazać jak produkuje się uwielbianą przeze mnie czerwoną oranżadę. Były to czasy kiedy robiło się ją na prawdziwym soku, który stał tam w wytwórni w wielkich bańkach, takich samych w jakich rolnicy odstawiali do mleczarni mleko. Wizyta w hali produkcyjnej zapadła mi w pamięci na całe życie. Taśma, po której dźwięcząc przesuwały się butelki zamykane na porcelanowe korki i kobiety ubrane w kalosze za kolana oraz długie do ziemi, gumowe fartuchy. Niektóre miały też na rękach wielkie rękawice i dzierżyły w dłoniach gumowe węże, z których właściwie bez przerwy pod ciśnieniem tryskała woda spłukując betonową podłogę. Do tego wszystkiego intensywny zapach soku malinowego pomieszany z kwaśnym odorem piwa. Takich rzeczy się nie zapomina!

Patrząc na stylową okładkę tej książki od razu powróciło wspomnienie tego miejsca i przypomniałam sobie ten dziwny zapach. Tak nabrałam wielkiej ochoty na przeczytanie tej książki, do tej pory zupełnie nieznanej mi autorki, a ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.

Kiedy trafiam na coś tak doskonałego jak Wytwórnia wód gazowanych, to niemal popadam w ekstazę. Jednak tym razem na ziemię skutecznie sprowadzał mnie w trakcie lektury sam wydawca. Wyjątkowo byle jak wydana pozycja, redakcja i korekta pod psem, trafiają się nawet błędy ortograficzne. No po prostu skandal! Wygląda na to, że ta wszechobecna bylejakość dosięgnęła, a nawet już zdążyła się zadomowić na rynku wydawniczym. Czy to, że oznacza zero szacunku dla autora i czytelnika jeszcze kogoś obchodzi? Czarna rozpacz!

Powieść Doroty Combrzyńskiej-Nogali, to rodzinna saga, choć główną bohaterką tej opowieści jest Eleonora Jarecka, z domu Pstrońska. W chwili śmierci ma 99 lat, a czytelnik ma okazję prześledzić całe jej życie, bogate w wydarzenia nie tylko ze względu na osobowość samej bohaterki, ale także z powodu czasów, w których przyszło jej żyć. Lenorka, Lena, Babka, niezwykła kobieta, uosobienie wielu sprzecznych cech charakteru, umiała poradzić sobie w każdej sytuacji, zaradna życiowo, przedsiębiorcza i twardo stąpająca po ziemi. Jednocześnie nie pozbawiona wrażliwości apodyktyczna intrygantka, manipulantka i notoryczna kłamczucha, naginająca prawdę według potrzeb, starannie pielęgnująca wielką tajemnicę, a pod koniec swojego życia, próbująca układać się nawet z Bogiem.

To naprawdę fantastyczna opowieść, niezwykle sugestywna, pełna niezwykłych postaci. Odpadłam, czytając rozdział JÓZEF I SARA, nigdy nie czytałam piękniejszej i bardziej wzruszającej historii o wzajemnym przywiązaniu wnuczki i dziadka. Po lekturze całości przeczytałam ten rozdział po raz drugi, równie wzruszona. Jeszcze raz przeczytałam też rozdział pierwszy, POGRZEB i wtedy, po lekturze całości, odebrałam go zupełnie inaczej. Nie czytałam już po prostu o śmierci i dziwacznym pogrzebie jakiejś starszej pani, a o śmierci Babki Leny, kobiety, której nic nie zdołało złamać, i która zrobiła dosłownie wszystko, żeby nikt nigdy nie odkrył skrywanej przez długie lata tajemnicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *