Definitywny koniec (genialnego) Larssona

Stieg Larsson

Zamek z piasku, który runął.

Wydawnictwo Czarna owca, 2009, Millennium tom 3, stron 784

Przeciągałam czytanie tej książki w nieskończoność, delektując sie każdą stroną. Niestety, nawet czytanie w żółwim tempie ma swój koniec.

Ponad dwa tysiące stron historii Lisbeth i Mikaela nieodwołalnie się skończyło. Na otarcie łez została mi jeszcze filmowa odsłona ostatniej części, tej którą właśnie skończyłam czytać.

Trudno się pogodzić z faktem, że Larsson już nigdy nic nie napisze. Spodziewam się jednak, że znajdą się wkrótce naśladowcy jego stylu i będzie można choć mieć poczucie, że czyta się coś bardzo podobnego. Jak jednak ogólnie wiadomo „prawie” stanowi wielką różnicę…

Trzeci tom nie zawiódł moich oczekiwań. Ciekawe jest, że każda część trylogii to jakby inna odmiana powieści kryminalnej. Pierwsza, to raczej detektywistyczny kryminał oparty na dedukcji identyfikowanej z Sherlockiem Holmesem, druga to już kryminał typu „action”, a trzecia to typowy political fiction. A mimo wszystko nie brak tej trylogii spójności, wręcz wskazane jest przeczytanie wszystkich trzech tomów i to w kolejności.

W zachwyt wpadłam juz po kilkudziesięciu stronach tomu pierwszego i tak zostało do końca. W pierwszym tomie było mi trochę za mało Lisbeth, w drugim i trzecim było dużo lepiej.

Cieszy mnie „szczęśliwe” zakończenie całej historii, choć oczywiście wyobrażam sobie, że można by pisać dalej o losach Lisbeth i wiadomo od razu, że nudno by nie było.

Trzeci tom, to oprócz dawnych bohaterów spotkanie z nowymi, równie interesującymi jak poprzedni. Postacie dokładnie sportretowane w tej powieści mają w sobie „coś”. Wszystkie bez wyjątku. Na pierwszym planie jest jak zwykle Mikael z pogmatwanym życiem osobistym i dość nietypowymi zasadami „układów męsko-damskich” (trafnie w dwóch zdaniach określiła osobowość emocjonalną Mikaela jego siostra) oraz bezkompromisową uczciwością. Jest także Lisbeth z własnym systemem wartości, co sie jej opłaca, a co nie, jednocześnie nie szkodząc innym bez potrzeby, tolerancyjna dla ludzkich słabości do granic zdrowego rozsądku, używająca niekonwencjonalnych metod, żeby osiągnąć swój cel. Lisbeth nie rozumie tylko jednego, że w pojedynkę nie ma szans i ma szczęście, że wzbudza mimo swej najeżonej pozy tyle sympatii, że ludzie mimo wszystko chcą jej pomagać bez względu na koszty.

Trzeci tom, to walka „na śmierć i życie” z systemem. Jedni robią to ze względu na Lisbeth, inni ze względu na zasady. Gdzieś przeczytałam, że gdyby akcja tej powieści toczyła się w Polsce, to finał sprawy byłby zupelnie inny. I tak by pewnie było, bo nie ma tu jednego elementu, tak dobrze nam znanego i wszechobecnego w polskim krajobrazie politycznym: kolesiostwa.

Kto lubi thrillery prawnicze i political fiction będzie szczególnie zadowolony, bo jest tu minimum akcji (tak samo jak w tomie pierwszym) i maksimum całej reszty. Jest to też książka o potędze rzetelnego dziennikarstwa. I ten właśnie wątek podoba mi się najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *