W oczekiwaniu na Millennium 5

David Lagerkrantz

Co nas nie zabije

Czarna Owca, 2015, stron 608

Kiedy się dowiedziałam, że historia opisana przez Stiega Larssona będzie miała swój ciąg dalszy prawie umarłam z radości. Larssonowska trylogia bardzo mi się podobała, ze szczególnym naciskiem na tom pierwszy. Wyrazisty duet, Lisbeth Salandner i Mikael Blomkvist, zrobił na mnie duże wrażenie. Bardzo ciekawy wątek kryminalny przeplatał się z mega ciekawymi wątkami społeczno-politycznymi. A ja bardzo lubię takie mieszanki.

David Lagerkrantz miał z jednej strony ułatwione zadanie, bo miał już bohaterów i pewne sugestie w jakim kierunku ma podążyć akcja powieści. Z drugiej jednak strony dużym utrudnieniem była popularność trylogii i oczekiwania związane z kwestią ewentualnego podobieństwa do oryginału. Jestem pełna podziwu jak dobrze sobie poradził z tym wyzwaniem. Dla mnie jest to powieść jak najbardziej oryginalna, jeżeli chodzi o język i styl. Czytałam jednak opinie, że Lagerkrantz świetnie imituje styl Larssona.  Kompletnie się z nimi nie zgadzam. Co nas nie zabije jest udaną kontynuacją pierwowzoru. Lisbeth i Mikael trochę się zmienili, co nie wydaje się być wcale dziwne po tym wszystkim co przeżyli dzięki wyobraźni Stiega Larssona. Lisbeth wspięła się na kolejne szczyty jako hakerka, Mikael znów popadł w niełaskę i węszy za nowym tematem, który da mu szansę ponownie zabłysnąć. Dzięki profesorowi Balderowi, ekspertowi od badań nad sztuczną inteligencją, który odkrył szokujące fakty na temat działalności amerykańskich służb specjalnych drogi Blomkvista i Salander znów się zejdą.

Bardzo interesujący, według mnie, jest wątek o autystycznym chłopcu Auguście. Jest to od jakiegoś czasu bardzo modny element skandynawskich powieści, nie tylko kryminalnych. W powieściach nagminnie pojawiają się dzieci cierpiące na różne rzadkie przypadłości. Wątki te prowadzone są z reguły bardzo starannie i ze znajomością tematu. Nie tylko komplikują one akcję w nieoczekiwany sposób, ale też w sposób trudny do przewidzenia popychają ją do przodu.

Czasem odnosił wrażenie, że trzy prace, które zdążył już stworzyć August, dowodzą, nie tylko artystycznego i matematycznego talentu, lecz również szczególnej mądrości. Wydawały się tak dojrzałe i złożone w swej matematycznej precyzji, że nie potrafił ich połączyć z obrazem swojego syna – upośledzonego dziecka.

(…) Jako ojciec autystycznego dziecka wcześnie zetknął się z pojęciem sawanta. Wiedział, że to ktoś o mocno ograniczonych możliwościach poznawczych, jednocześnie wybitnie uzdolniony w jakiejś dziedzinie.

Zaletą Co nas nie zabije jest to, że autor zgrabnie wplata w akcję to co działo się w poprzednich trzech tomach, więc jeśli ktoś zacznie swoją przygodę z Millennium od tej powieści, to i tak bez problemu się w niej odnajdzie.

Prawie równie interesujące jest to co się działo w związku z wydaniem najpierw trylogii, a teraz kolejnego tomu o tandemie Salander & Blomkvist. Śmierć Stiega Larssona, walka o prawa autorskie jego partnerki życiowej z ojcem i bratem autora, to temat na kolejną powieść sensacyjną. Jak wiadomo z powodów nieuregulowanej sytuacji prawnej partnerów prawa autorskie i tantiemy przypadły w końcu ojcu i bratu autora. Nie mnie oceniać ile jest w tym sprawiedliwości, a ile zwykłej pazerności, jednak bardzo podoba mi się decyzja spadkobierców, którzy wszystkie zyski związane z wydaniem kontynuacji Millennium postanowili przekazać antyrasistowskiemu periodykowi EXPO, którego jednym z założycieli był właśnie Stieg Larsson.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *