Komu w drogę temu… przewodnik

Craig Turp

Budapest

Reseförlaget, 2010, seria Första klass pocketguider Topp10, stron 128

Znów będzie o przewodniku po Budapeszcie. Tym razem jednak piszę już po wycieczce i o nowym wydaniu przewodnika pierwszej klasy. Zanim zdążyłam polecieć do Budapesztu, żeby z dala od domu, podziwiając piękne widoki, łatwiej pogodzić się z upływem czasu (tak, tak, to już pół wieku, czyli jak to mówią, mam już z górki), zdążyło się ukazać nowe wydanie przewodnika po Budapeszcie. Dużo mniejszy format, lekko odchudzona i uaktualniona treść, czyli akurat taki jakiego sobie życzyłam w poprzednim wpisie o przewodniku po tym mieście. Nie do wiary, można by sądzić, że wydawnictwo przeczytało mój wpis i wydało przewodnik zgodny z moimi zachciankami.

Tym razem to już nie cegła, tylko poręczny przewodnik (co widać na załączonym obrazku) do każdej damskiej torebki, bardziej przejrzysty z oplastikowaną mapką! Duży plus za tę wygodną mapkę, która choć mała jest czytelna i nie straszna jej wilgoć.

Na lotnisku w informacji turystycznej żadnych map oczywiście nie było, nie było też żadnych w kiosku z gazetami i w ogóle nigdzie indziej w centrum też nie trafiłam na żadną szczegółową mapkę, choćby samego centrum. Możliwe, że to wina terminu naszej budapesztańskiej wycieczki. Sezon turystyczny dopiero się zaczyna. Siedząc w kawiarnianym ogródku głośno zazdrościłam siedzącemu przy stoliku obok mężczyźnie mapy, którą dzierżył w dłoni. Mężczyzna okazał się być Polakiem i poinformował mnie, że kupił mapę w Polsce, a dokładniej w Poznaniu.

Nie mogę nie wspomnieć na koniec o przecudnej urody wiośnie, która panuje w tej chwili w Budapeszcie. Miasto, też przecudnej urody, znajduje się w fazie totalnego remontu. Sprawia wrażenie, że połowa budynków jest do wynajęcia, a druga połowa na sprzedaż, natomiast wszystkie razem do generalnego remontu. Mieszkaliśmy w samym centrum Pesztu przy placu, na którym stoi bazylika św. Stefana. Nasz dom też był w trakcie remontu i miał kilka lokali na sprzedaż, oraz kilka do wynajęcia.

Sąsiedztwo kościołów bywa dość uciążliwe ze względu na dzwony i kuranty. Tak było i w naszym przypadku, o szóstej rano budził nas zegar znajdujący się na wieży bazyliki. Wybijał nawet kwadranse. Na szczęście jednak miedzy 22.00 a 6.00 nawet zegar obowiązywała cisza nocna. No, ale nie pojechaliśmy przecież do Budapesztu żeby się wyspać…

Na fotce budynek, w którym mieszkaliśmy. Otwarte okno, to okno w naszym budapesztańskim mieszkaniu. Z lewej, mieszkanie do remontu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *