Bokrea – doroczna wielka wyprzedaż książek

Jak co roku, w ostatni czwartek lutego zaczęła się bokrea, czyli tradycyjna wielka zimowa wyprzedaż książek. Na ten dzień czekają wszystkie szwedzkie mole książkowe. Księgarnie otwierają swe podwoje o siódmej rano i tak zaczyna się największa impreza dla miłośników słowa pisanego, która trwa mniej więcej miesiąc. Oprócz księgarń takie wyprzedaże organizują też duże sklepy wielobranżowe, które mają w swym asortymencie książki.

Pamiętam czasy, kiedy niektóre księgarnie otwierały już o północy na dwie godziny, żeby ci najbardziej rozgorączkowani nie musieli czekać aż do rana. Mnie samej zdarzyło się kilka razy biec w nocy do centrum, żeby z wybiciem północy rzucić się na wymarzone tytuły. Katalogi z książkami, które będą dostępne na wyprzedaży ukazywały się kilka tygodni wcześniej i każdy dostawał je pocztą do domu. Można wiec było sobie wszystko na spokojnie obejrzeć, porównać ceny i zaplanować dokładnie strategie dnia pierwszego, kiedy ruszała wyprzedaż. Obowiązywała zasada: kto pierwszy ten lepszy. Trzeba więc było być tym pierwszym, żeby dorwać upragniony tytuł.

Åhléns otwierał tego dnia o szóstej rano i nawet częstował porannych klientów śniadaniem, na które składały się pyszne świeże bułeczki z szynką lub serem, oraz kawa, mleko, lub sok do wyboru. Dziś, w dobie internetu jest zupełnie inaczej. Można sobie zarezerwować wszystkie tytuły z oferty przez internet i po prostu spokojnie je odebrać w ciągu pierwszych dni wyprzedaży. Myślę, że z tego powodu zrezygnowano, przynajmniej w naszym mieście, z otwierania o północy. Śniadaniem też już nikt nie częstuje…

Około trzech tygodni kupuje się wszystko z oferty w cenach wyprzedaży, czyli obniżone nawet o 80%. Potem zaczyna się kolejna przecena, czyli to co zostało ląduje w ofercie: kup trzy, zapłać za dwie. Ostatnie dni to już prawdziwy szał, czyli pół ceny wyprzedażowej. Zdarza się wtedy kupić bardzo drogie albumy nawet w granicach 10 złotych.

Pierwszą tegoroczną rundę mamy już za sobą. Kupiłyśmy z młodszą córką dość rozsądnie, ona trzy książki i ja trzy. Starsza zamówiła swoje przez internet z księgarni internetowej, która ma taka sama wyprzedaż jak te istniejące w realu.

To co kupiłyśmy do tej pory widać na fotce. Młodsza córcia trzy powieści dla (młodszej) młodzieży, jedną obyczajową i dwie przygodowe. Niestety tak się złożyło, że żadna nie jest napisana przez szwedzkiego pisarza. W tym roku była wyjątkowo kiepska oferta dla młodzieży. Niestety i tu kryzys daje znać o sobie. Wydawnictwa zrezygnowały z drukowania specjalnych wydań przeznaczonych na wyprzedaż i proponowały tylko to, co miały na stanie.

Ja kupiłam sobie (na razie) tylko jedną powieść, Złodziejkę książek Zusaka w wydaniu kieszonkowym (4 zł!) i jeden album ze szwedzkimi pałacami (Slott och salar i Sverige), do którego wstęp napisał najbardziej znany szwedzki dyslektyk, czyli Jego Królewska Wysokość Karl XVI Gustav. Świetna jakość papieru, wielki format i piękne zdjęcia, które zapierają dech (20 zł). Mój trzeci nabytek, to rodzaj książki kucharskiej (Kokkonsten) w formie albumu, dość nietypowy, bo oprócz opisów tradycyjnych, mniej lub bardziej wyszukanych potraw, zawiera też mnóstwo szczegółowych ilustracji jak wykonać poszczególne czynności, żeby osiągnąć zamierzony efekt (25 zł).

Jak znam życie, to jeszcze nie koniec zakupów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *