Dziś ten dzień, na który czeka się cały rok

Do pracy miałam iść dopiero po południu, więc mogłam się wyspać. Zerwałam się jednak skoro świt, bo dziś o siódmej rano zaczęła się, jak co roku, największa impreza moli książkowych: BOKREA.

Dzień wcześniej zrobiłam obchód po księgarniach, żeby wiedzieć czego się mogę spodziewać. Åhlens miał tylko kilka palet z książkami, ale dokładnie przykrytych papierem. Podobnie było w Arvids bokhandel, wszystko przykryte jakimiś prześcieradłami w kolorze czerwonym. Ulfs bokhandel był w ogóle zamknięty, a podglądanie przez wystawową szybę niewiele dało. Poza totalnym bałaganem, nie było nic widać. Katalogi, które zwykle przychodziły pocztą kilka tygodni wcześniej, ograniczyły się w tym roku tylko do żałosnej broszurki z Åhlensa. Może gdybyśmy mieli u nas duże sieci księgarskie, jak Bokia czy Akademibokhandel, to byłoby trochę lepiej. One jeszcze jakoś się trzymają.

Pobiegłam więc dzisiaj zobaczyć co jest i wróciłam do domu już po godzinie, totalnie rozczarowana. Kupiłam jedną książkę (trylogię Głodowe igrzyska Suzanne Collins) i to na dodatek nie sobie, tylko córce. Jedną książkę! Tak źle jeszcze chyba nie było nigdy. Gdybym nie wybrała się do księgarni rano, to najprawdopodobniej nie kupiłabym i tego. Arvids bokhandel miał tylko dwa egzemplarze, a Ulfs bokhandel pięć. Przy obecnej popularności tej książki, związanej ze zbliżającą się premierą filmu, to naprawdę skromniutko.

Już parę lat temu wydawało mi się, że poziom tej imprezy sięgnął dna. Okazuje się, że może być jeszcze gorzej. Coraz mniej tytułów, jakieś resztki powyciągane z magazynowych kątów, odkurzone tylko co nieco. Do tego trochę nowości, co jest niespodzianką, bo do tej pory książki sprzedawane na dorocznej wyprzedaży musiały mieć co najmniej rok na karku. I to jedyny pozytywny akcent tej (nieudanej dla mnie) imprezy w mojej mieścinie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *