Pokój pełen książek

na życzenie Jane_doe. Za pytanko o moje zbiory bardzo dziękuję! Nie wiem jednak, czy zadowolę Jane_doe i wszystkich innych zainteresowanych tymi fotkami, bo jest to raczej tzw. rzut ogólny niż szczegółowy.

Historia tego co widać na fotkach jest być może równie ciekawa jak to, co upchane na półkach. Jak wiadomo, bo pisałam o tym wcześniej, zbiór zaczął powstawać systematycznie na początku lat 70-tych, choć jeszcze wcześniej posiadałam już mały zbiorek stworzony przede wszystkim przez rodziców i moja matkę chrzestną, mola książkowego godnego pomnika! Niestety nie wszystkie te książki przetrwały kolejne przeprowadzki.

Jako nastolatka przeznaczałam spore kwoty na książki, rezygnując ze szkolnych obiadów, słodyczy, itp. Zbiór sobie rósł i jedyną przeszkodą, żeby rósł systematycznie i szybciej był brak znajomości w księgarniach, co wtedy było warunkiem koniecznym, żeby mieć dostęp do nowości. Biegałam po kilku księgarniach parę razy w tygodniu, ale nie miałam i tak szans z tymi, którzy mieli znajome panie pracujące w księgarniach. Potem nastał okres kiedy miałam dość sporo pieniędzy i wreszcie jedną znajomą kierowniczkę księgarni. Wtedy moje zbiory zaczęły rosnąć w zastraszającym tempie i tworzyć  się pierwsze stosy czekające w kolejce do czytania. Brak miejsca w moim panieńskim pokoju spowodował, ze przeczytane książki zaczęły lądować w kartonach w piwnicy i czekać na czasy, kiedy to wyjdę bogato za mąż i zamieszkam w pałacu. Tego życzył mi mój tata bo uważał, że w jakimś spółdzielczym mieszkanku nie będzie szans, żeby wszystko się zmieściło.

Los rzucił mnie za morze, bogato za mąż nie wyszłam, ale metraże mieszkań są tu zdecydowanie bardziej przyjazne domowym biblioteczkom. Zaczęłam więc stopniowo wywozić moje zbiory za morze. Zanim byłam ze wszystkim gotowa zdążyłam się rozwieść i mój były, chyba w ramach zemsty odmówił zwrotu moich książek, które zdążyłam przewieźć partiami przez morze. Odgrażał się nawet wyrzuceniem ich do kontenera, polaniem benzyną i podpaleniem. Z tego powodu zaczęły mnie dręczyć nocami koszmary z pożarem w roli głównej. Były mąż, na szczęście, groźby nie wykonał, ale wyjechał w siną dal, a moje książki wylądowały w magazynach firmy przeprowadzkowej na kolejne kilka lat. Sądownie domagałam się ich zwrotu. Nie wiem ile by to trwało, gdyby wszystko miało się odbyć zgodnie z prawem, bo miałam w tym nieszczęściu trochę szczęścia. Właściciel firmy, sędziwy jegomość i pewnie też mol książkowy sam do mnie zadzwonił oferując, że może zaraz do mnie przysłać chłopaków z książkami. Nie wierzyłam we własne szczęście, że oto trafił się ktoś, dla kogo książki, to nie tylko sterty papieru. Olle, bo tak nazywał się ów jegomość, stwierdził, że jak te książki poleżą dłużej w nieogrzewanym magazynie, to będą się tylko nadawać do spalenia. Obiecał wziąć na siebie ewentualne rozmowy z sądem i komornikiem. Był tak miły, że nie wziął za to ani grosza, a nawet pożyczył mi firmowe kartony na kilka tygodni, żebym sobie wszystko powoli rozpakowała. Mieszkałam wtedy w małym, dwupokojowym mieszkaniu, więc część książek rozpakowałam, a cześć przepakowałam do reklamówek i wstawiłam do dużej (na szczęście) garderoby.

Tu gdzie są teraz, wylądowały po kilku kolejnych latach. Wreszcie doczekały się własnego kąta i choć z powodu narodzin mojej drugiej córki musiały na kilka lat odstąpić jej swój pokój, to w końcu wróciły na swoje miejsce. Jest niewykluczone, że kiedy córka dorośnie i opuści rodzinny dom, to książki przejmą pokój, który ma teraz, czyli dostaną parę metrów kwadratowych więcej. Dziś oprócz własnego pokoju panoszą się też w korytarzu, sypialni, pokoju stołowym no i oczywiście w pokoju córki.

Opis do zdjęć: na fotkach jest tylko pokój biblioteczny czyli około kilometra półek z książkami. Od czasu do czasu próbuję ułożyć je alfabetycznie, czyli od litery A na najwyższych półkach, gdzie każdy regał ma swoją własną kolejność od A do Z. Niektóre książki są ułożone seriami. Książki historyczne moją własny regal w pokoju stołowym. To trochę ułatwia szukanie, ale nie do końca. Na pierwszej fotce widać sofę, na której dość często siedzę pod lampą i czytam. Na fotce trzeciej widać tez stacjonarny komputer, przy którym najczęściej robię bookfowe wpisy.

I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *