(Sz)fajowy lukier

Monika Szwaja

Dziewice do boju

Wydawnictwo SOL, 2009, stron 654

Trudno nazwać to drugą powieścią o dziewicach, ponieważ pierwsza urywa się jakby odrąbano jej koniec, a następna jest bezpośrednim ciągiem dalszym. Dziewicom życie układa się coraz lepiej, wszystko jest tak pozytywnie polukrowane, ze aż milo (jeśli czyta ten blog chociaż jedna osoba, której życie jest podobnym pasmem sukcesów, to proszę zostawić wiadomość).

Czytając tom pierwszy jeszcze się zastanawiałam, czy jest to tylko zwykłe czytadło, czy też może coś więcej, teraz nie mam już żadnych wątpliwości. Czytadło, ale przez duże C. Fajnie jest poczytać coś tak pozytywnego, oderwać się od rzeczywistości, w której lukru nie ma za wiele. Wnioski, które się nasuwają w trakcie lektury nie są specjalnie skomplikowanej natury: wystarczą pieniądze i ludzie życzliwi wokół, a świat staje się od razu lepszy. Małą zagadką jest dla mnie fakt pojawiania się idealnych kandydatów na dziewicowych facetów nagle i w tak dużych ilościach, skoro przez 40 lat żadna nie mogła trafić na ani jednego. Ale nie będę się czepiać, bo to jest właśnie ten szfajowy lukier i niech sobie jest.

Jest tu też kawałek świetnego biznesplanu: pomysł na szkołę XXI wieku, gdzie młodzieży nie traktuje się przedmiotowo, ale uczy się ją myślenia. Czy jest gdzieś w polskim realu choć jedna taka szkoła?

Miejsce akcji, to oprócz Szczecina (z Wałami Chrobrego i Zlotem żaglowców) także Irlandia (nie wiem na ile prawdziwa, bo zupełnie mi obca). Wątek szczeciński ciągle mnie rozczula i choć Zlot żaglowców widziałam w Gdyni, a nie w Szczecinie, to umiem go sobie wyobrazić na Wałach Chrobrego.

Columbusa, w którym od czasu do czasu spotykają się bohaterowie powieści nie muszę sobie wyobrażać, bo znam go z autopsji. Kilka lat temu w pewien piękny letni wieczór popijałam tam sobie z Chol wytrawne Martini i był to jeden z fajniejszych szczecińskich wieczorów w moim życiu.

Kończąc tom drugi pomyślałam, że fajnie jest kiedy wszystko co złe kończy się dobrze. I że tak mogłoby być nie tylko w książkach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *